sobota, 23 stycznia 2016

Pusta przestrzeń przypomni ci o błędach, chciałeś ognia to z piekła ogień cię dosięga. I nie rozgrzeje serca jak prawdziwe emocje, bo znowu wyszło źle, a znowu chciałeś dobrze.

  Amelia: 

Czas to najlepsze lekarstwo.

Czas leczy rany, pomaga nam się przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. Czas jest dobry na wszystko. Jeśli jeszcze raz ktoś powie mi, że potrzeba więcej czasu by zapomnieć i ruszyć z życiem do przodu to nie ręczę za siebie.Minęło już pięć miesięcy. Pięć długich miesięcy od kiedy przyłapałam swojego męża na zdradzie. Ile czasu mi jeszcze potrzeba bym się z tym pogodziła?Minęły już trzy miesiące. Trzy długie miesiące od kiedy ostatni raz spojrzałam w jego niebieskie oczy. Ile czasu mi jeszcze potrzeba bym zapomniała intensywności ich koloru?Minął już miesiąc. Jeden ciągnący się miesiąc od kiedy złożyłam pozew rozwodowy. Ile czasu mi jeszcze potrzeba bym złożyła na nim swój podpis?


 - Wydaje mi się, że teraz powinno być dobrze - spojrzałam na bruneta spot opadających na oczy włosów.
- Nie podobają mi się użyte przez Ciebie słowa. Wydaje mi się i powinno mnie nie satysfakcjonuje.
Przewrócił oczami i upił łyk gorącej kawy. Siedziałam nad tym projektem razem z Tomkiem od siedmiu godzin i wciąż coś mi tam nie pasowało.
  - Przesadzasz jest dobrze - odstawił kubek na podkładkę i wyciągnął swoje długie nogi na podłodze. Westchnęłam spoglądając na zegarek. Dochodziła druga w nocy i oczy same zaczęły mi się już zamykać.
  - Po prostu nie mogę tego zawalić. I tak mam już na pieńku ze Stachowską przez te nieobecności. Ten projekt musi być idealny żeby dopuściła mnie do egzaminu.
  - Jest dobry. A Stacha nie będzie aż taka uparta, Uwierz mi wiem co mówię. Kumpel rok temu też miał u niej nieciekawie, ale go  przepuściła. - spróbowałam uwierzyć mu na słowo. Jedyne czego mi teraz w życiu brakuje to zawalona obrona, przez jakiś nic nie znaczący przedmiot.
  - No dobra. W sumie co innego moglibyśmy tam jeszcze dodać? Wszytko jest idealnie uporządkowane, wyjaśnione i opisane. - chyba sama siebie próbowałam przekonać.
  - Dokładnie! - zawołał entuzjastycznie - to co będę się zbierał.
Podnieśliśmy się z podłogi trochę sztywni od całodniowego siedzenia na twardej powierzchni. Zebrałam materiały leżące porozwalane na stoliku i ułożyłam je na jednym miejscu.
- A Twój mąż nadal za granicą? - wyprostowałam się gwałtownie a po moim ciele przeszedł prąd. Oj grząski grunt Tomaszu.
  - Chyba tak.
  - Chyba?
  - Tak. - brudne kubki i talerze ułożyłam na tacy i skierowałam się w stronę kuchni, a Tomek podążył za mną.
  - Jesteście w separacji?
  - Czy możemy o tym nie rozmawiać? - obróciłam się do niego piorunując go wzrokiem. Bezczelny typ.
  - Niech ci będzie, ale to nie zmienia faktu że on właśnie wyciąga torby z bagażnika i idzie tutaj -  spojrzałam przez kuchenne okno i zobaczyłam JEGO postać. Rzuciłam ręczniczek w kąt i szybkim krokiem podeszłam do frontowych drzwi. Otworzyłam je szybko by spotkać się z kurkowym torsem.
   - Co ty tu robisz? - zadarłam głowę do góry by spojrzeć w jego zmęczoną twarz.
   - To ja już sobie pójdę. Na razie maleńka - Tomek przeszedł obok zabierając swoja torbę i po ucałowaniu mojego policzka opuścił pomieszczenie.
   - Co  ty tu robisz? - powtórzyłam pytanie nie cofając się na krok.
   - Kto to była? - zapytał sennym głosem obserwując mnie uważnie.
   - Kolega z roku.
   - Kolega?
   - Tak kolega. Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. - zamorzyłam ręce na biodrach czekając na odpowiedz.
   -  Wpuścisz mnie? - zapytał, lecz nie czekając na moją odpowiedź wszedł do środka i zatrzasnął drzwi. - muszę się gdzieś przespać.
   - I przyjechałeś akurat tutaj?
   - Koleś wycofał się z wynajmu mieszkania więc nie mam gdzie iść. Jest noc więc nie będę nachodzić kumpli - rzucił do mnie nawet nie spoglądając w moim kierunku.
 Zagotowałam się cała ze złości. Co on sobie do cholery jasnej wyobraża? Szybko pokonałam dzielącą nas odległość by stanąć przed nim z zaciśniętymi pięściami.
 - To jest jeszcze mój dom. Mogę tu wrócić kiedy chcę.
    - No super. Bądź moim gościem! Ej, gdzie ty idziesz? - jeszcze bardziej wkurzona patrzyłam jak rozrzuca swoje ciuchy na kanapę w salonie i wolnym krokiem zmierza na górę.
   - Mówiłem Ci jestem zmęczony po podróży, chce iść spać, a żeby to zrobić muszę się położyć do łóżka.
   - O nie, nie, nie śpisz w salonie. Na kanapie! - zastąpiłam mu drogę na schodach. On tylko spojrzał na mnie z drwiącym uśmiechem i najzwyczajniej w świecie mnie ominął idąc do sypialni.
   - Kurek!
   - Nie wyśpię się na tym czymś. Zresztą nie zmieszczę się na niej. Ty za to na pewno wyprostujesz nogi na kanapie. Zawołaj jeszcze swojego kolegę, nie będę wam przeszkadzał.
Po moim trupie. Pogasiłam światła na dole i wbiegając szybko po schodach weszłam do sypialni. Spojrzałam na niego stojącego w samych brokerkach a moje ciało zalała fają gorąca. Uniosłam brew i nie pozostając mu dłużna zaczęłam ściągać z siebie ubranie. Naga podeszła do komody by wciągnąć jedną z jego koszul cały czas czując na sobie jego palące spojrzenie, Zapięłam koszule tylko ja jeden guzik i wskoczyłam pod satynową pościel.
   - Co ty robisz? - usłyszałam jego zachrypnięty głos tuż nad moim uchem.
   - Idę spać. - wyszarpałam kołdrę z jego rąk i szczelnie się nią okryłam obracając się do Bartka plecami. Leżeliśmy tak pół godziny nie odzywając się. Wiedziałam że nie śpi. Czułam że patrzy na mnie i czeka aż coś powiem.
   - To na prawdę był tylko kolega - wyszeptałam. Nie wiadomo dlaczego męczyło mnie poczucie winny. Poczułam nagłą potrzebę wytłumaczenie mu tego wszystkiego.
  - Amelia na prawdę nie obchodzi mnie co i z kim robisz, W tym momencie chcę spać więc nic już do mnie nie mów.
Zacisnęłam powieki wzdychając. Oczy zaczęły mnie piec i chciałam by było to zwykłe zmęczenie. Lecz ból w klatce piersiowej, który pojawił się po jego słowach, uświadomił mnie że to łzy zbierają mi się pod powiekami. Lecz nic już nie mówiła, Leżałam chwile nieruchomo i słysząc miarowy oddech Bartka pozwoliłam sobie odpłynąć. Po raz pierwszy od pięciu miesięcy spał ze mną w naszym łóżku. Spaliśmy razem lecz tak naprawdę oddzielały nas miliony kilometrów.

  Ciche tykanie zegara, moje pomalowane na czerwono paznokcie i kurkowa mina, wszystko to doprowadzało mnie do szału. Patrzył na mnie tymi swoimi niebieskimi oczyma tak jakby na coś czekał. Sekundy mijały a ja nadal się nie odzywałam. Wolałam zeskrobywać czerwień z płytki moich paznokci.
 - Amelio nie mój się, mów co czujesz - podniosłam wzrok spoglądając w twarz rudej kobiety. Bartek westchnął jakby zniechęcony moim zachowaniem.
 - To nie ma sensu. Ona będzie tak siedzieć milcząc tylko po to by zrobić mi na złość - a żebyś wiedział. Będę tu siedzieć bo zaciągnąłeś mnie do jakiegoś chorego terapeuty i myślisz, że to coś pomorze. 

 - Bartku uspokój się. Musimy dać czas Amelii odnaleźć się w tej sytuacji. - prychnęłam. W jakiej niby sytuacji? Naprawdę odnalazłam się już we wszystkim.
 - Ja po prostu nie wiem co tutaj robię - powiedziałam spokojnie spoglądając to na Bartka to na doktor Ewelinę.
 - Przyszliście tutaj bo oboje chcecie ratować wasze małżeństwo które teraz przechodzi kryzys.
 -  Oj tam zaraz kryzys. Mój mąż po prostu mnie zdradzał, a ja już nie ma zamiaru na niego patrzeć - wstała zabrałam torebkę i ruszyłam do wyjścia.
  - Proszę dać nam chwile - Kurek ruszyła za mnie i nawet nie musiałam się obracać by wiedzieć jaką ma minę. - Amelia wracaj do gabinetu. Musimy się jakoś dogadać.
  - Och błagam cię Bartek! Ja nawet nie chciałam tutaj przychodzić. To ty i moi rodzice mnie do tego zmusili. - obróciłam się gwałtownie i wypowiedziałam to co już dawno chciałam z siebie wyrzucić. 

 - Nikt cie do niczego nie zmuszał! Zgodziłaś się - Bartkowi również już puszczały nerwy. 
 - Dla cholernego świętego spokoju to zrobiłam. Tak naprawdę nie mam zamiaru już ratować tego małżeństwa! 
 - To podpisz w końcu ten cholerny pozew i rozstańmy się jak ludzie! - Nie panowaliśmy nad sobą ja jak i Bartek. Staliśmy na środku korytarza i krzyczeliśmy na siebie jak opętani. recepcjonistka chyba się już do tej sceny przyzwyczaiła.
 - A żebyś wiedział że tak zrobię. Jeszcze dzisiaj a potem wynosisz się z domu!
 - Ja? A niby dlaczego ja! Może to ty idź to tego swojego chłoptasia z którym tak zawzięcie się uczysz do egzaminów! - ooo czyżby Pan Kurek był zazdrosny?
 - Bo ja tylko się z nim uczę! Nie martw się nie pieprzyłam się z nikim tak jak Ty!
 - Tak nadal mi to wypominaj! Za każdym razem to wyciągasz! Powiem, że ładnie wyglądasz a ty odpowiadasz "ładnie wyglądałam kiedy mnie zdradzałeś" , powiem że pyszne śniadanie, a ty "robiłam pyszne śniadania kiedy mnie zdradzałeś" !
 -
Bo mnie zdradzałeś! Co prawda w oczy kole!
 - Jesteś nienormalna!
 - Ja? - teraz to już przesadził.
-  Tak ty! Pamiętasz jak miesiąc temu przyjechałem do Ciebie w nocy bo zadzwoniłaś do mnie? Pamiętasz jak płakałaś do słuchawki? Przygnałem do ciebie jak jakiś debil, a ty co zrobiłaś? Wyrzuciłaś mnie z domu prędzej niż do niego wszedłem! Czy tak nie zachowuje się wariatka? 

Zagotowałam się cała ze złości. Co za argumenty on teraz wysuwa? Nie prosiłam go żeby przyjeżdżał, sam chciał. A płakałam bo w tamtym okresie płakałam zdecydowanie za dużo i bez powodu.
 - Żal mi cię Bartek, żal - wypowiedziałam te słowa już znacznie ciszej i przepraszając terapeutkę szybko opuściłam gabinet. Czekając na Kurka przed samochodem odpaliłam papierosa i oparłam się o jego audi. Wrócił szybko, szedł z opuszczoną głową wyraźnie przygnębiony. Zrobiło mi się go nawet trochę żal. W jednym miał racje, przy każdej okazji wypominam mu tą zdradę i zawsze powstaje z tego awantura. Nie będę też zaprzeczać że zachowałam się jak idiotka wyrzucając go wtedy z domu, lecz sama nie pamiętam czym wtedy się kierowałam. Bartek gdy usłyszała w jakim jestem stanie, zawrócił i w godzinę był już pod drzwiami naszego domu. A ja już nieco uspokojona nie pozwoliłam mu zostać nawet na kanapie w salonie i wygoniłam bez żadnego wytłumaczenia. Nic dziwnego że ma do mnie o to żal. Tak szczerze to sama mam do siebie o to pretensje.
 - Myślisz że Tarnowska przyjmie nas jeszcze na wizytę? - zapytałam spokojnie, kiedy ten stanął przede mną z założonymi rękoma. 

- Przyjmie, mam tylko do niej zadzwonić. - spojrzał na mnie beznamiętnie, po czym ruszył by otworzyć mi drzwi od strony pasażera.
 - To dobrze - skwitowałam rzucając papierosa i wsiadłam do samochodu.
 - Przecież nie chce do niej chodzić.
 - Sama już nie wiem czego chcę Bartek. Na pewno nie chcę jeszcze podpisywać tego pozwu - spojrzał na mnie z dozą nadziei w oczach. Uśmiechnęłam się lekko zapinając pas - przez ostatni tydzień kłócimy się jak stare małżeństwo i chyba w końcu jesteśmy ze sobą szczerzy. 

 - Nie wiem jak tą szczerość przeżyje nas dom - zaśmiałam się w głos a Bartek mi zawtórował - No co jak zbijesz jeszcze kilka talerzy będziemy zmuszeni jeść na papierowych.
  - Został tylko dwa z weselnego kompletu od twoich rodziców - powiedziałam patrząc na niego ukradkiem. W sumie to najbardziej było mi szkoda właśnie tych spośród tylu już rozbitych.
 - Nie martw się nic im nie powiem - w jego oczach dostrzegłam iskierkę radości. Uśmiechnęłam się do niego szczerze kładąc swoją małą dłoń na jego umięśnionym ramieniu.
 - Będę ci za to bardzo wdzięczna mężu - zmarszczył brwi, a dopiero potem spojrzał na nasze dłonie. Nadal nosiliśmy obrączki choć tyle złego już sobie powiedzieliśmy. Te dwa złote krążki nadal nie zniknęły z naszych palców.